Każda recenzja musi się gdzieś zacząć. Ta niech zacznie się w pociągu do Austrii. Stukot kół o szyny jest zagłuszony przez słuchawki na moich uszach. Jedziemy do Wiednia z Krakowa, mam kilka godzin na różnorakie czynności. Na czytnik mam wgrany “Chrobot” Tomasza Michniewicza, książka którą mam do przeczytania z okazji naszego Klubu Czytelniczego Girlboss. Czytam kilka stron, w tym czasie perspektywa zdąży się zmienić kilkukrotnie. W końcu odkładam czytnik i zabieram się za inne aktywności. To nie czas aby to czytać. Przeczytam tę książkę dwa tygodnie później, pochłonę ją w 2 dni.

Reportaż przeczytałem w ramach książkowego klubu dyskusyjnego prowadzonego z przyjaciółkami.

Wstęp

Reportaż Michniewicza jest zbiorem siedmiu opowieści o ludziach, niestety nie z siedmiu kontynentów nad czym trochę ubolewam, bo okazja do tego była idealna. Zamiast tego poznajemy losy Miki z Finlandii, Juanity z Kolumbii, Marggie z Ugandy, Reilly’ego z Zimbabwe, Kanae z Japonii, Madhuri z Indii i Caseya ze Stanów Zjednoczonych. Każda narracja prowadzona jest równolegle, często wzajemnie się zaplatając i uzupełniając. Początkowo jest to dość mylące. Bohaterowie są odpowiednio przedstawieni, ale autor dość wolną ręką zmienia perspektywy nie ostrzegając o tym. Na szczęście jest to problematyczne tylko na samym początku - wtedy jeszcze nie znamy na tyle dobrze naszych bohaterów. Z każdą kolejną przeczytaną stroną staje się to coraz bardziej przyjemne, coraz bardziej docenia się właśnie taką narrację.

A narracja nieprzypadkowo prowadzona jest w ten właśnie sposób. W każdej historii odbija się echo życiorysów pozostałych bohaterów. Śledzimy ich losy od wczesnego dzieciństwa przez cały okres dojrzewania, dlatego możemy być obserwatorami tego jak przechodzą przez kolejne etapy życia. I jak te etapy są wspólne gdziekolwiek się nie znajdziemy na świecie. I jak inne okoliczności różnią naszych bohaterów. Jeśli ktoś oglądał “Atlas Chmur” sióstr Wachowskich będzie wiedział jakie możliwości, i jakie ograniczenia ma taki sposób prowadzenia historii.

Tacy sami, tacy różni

Zasadniczo do tego można podsumować “Chrobot”. Tomasz Michniewicz przedstawia nam bohaterów w taki sposób, aby pokazać jak wiele wspólnych mianowników może mieć kobieta z Ugandy z mężczyzną z Finlandii. Chociażby zwykły zakaz dziecku włóczenia się po lesie - w Ugandzie tłumaczony obecnością sekty, a w Finlandii bliskością do granicy z Rosją.

Te porównania, zwłaszcza pisane piórem Michniewicza, wypadają w większości bardzo dobrze. Natomiast nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niektóre wątki które porusza faworyzują poszczególne historie dając im więcej przestrzeni na wybrzmienie w porównaniu do innych.

Wszyscy winni

Oprócz zwykłych, codziennych spraw autor porusza także tematy bardziej złożone. Tematy wszelkiej nierówności - rasizmu, klasizmu czy mizoginii. I tutaj mam jeden zarzut. Oczywiście nie chodzi mi o poglądy, autor ma serce po dobrej stronie i dobrze że jasno mówi to co chce powiedzieć. Natomiast nie spodobało mi się w jaki sposób niektóre wątki, takie jak np. o wpływie konsumpcjonizmu na kraje rozwijające się, gdzie outsourcowana jest praca, zostały zdaje się urwane w połowie. Michniewicz porusza ten temat, rozwija go, i nagle urywa, przez co tematy nie mają szansy dobrze wybrzmieć. Brakuje też źródeł, co jak na reportaż jest naganne.

Tagi: recenzja , książka , reportaż , klubksiążki , literatura